Sprzedałem kilka dni temu smartfona pewnemu chłopakowi za umówioną kwotę 1900 zł. Na miejscu okazało się, że ma przy sobie tylko 1750 zł w gotówce. Zaproponował, że dopłaci brakujące 150 zł najpóźniej w ciągu dwóch tygodni, deklarował to zarówno w rozmowie telefonicznej przed spotkaniem, jak i podczas samej transakcji. Zgodziłem się, przekazałem mu telefon, a on dał mi te 1750 zł.
Teraz, gdy domagam się tej brakującej kwoty, twierdzi, że nigdy nie umawialiśmy się na żadne dopłaty, tylko na cenę 1750 zł, i że sprawa jest dla niego zakończona. Telefon ma u siebie, ja zostałem z nieuregulowaną częścią zapłaty (150 zł) i jego słowną odmową.
Nie mamy spisanej żadnej umowy ani potwierdzenia na piśmie – wszystko było „na gębę”. Mam jedynie historię SMS-ów/rozmów na komunikatorze z wcześniejszych ustaleń (tam jest mowa o cenie 1900 zł, ale bez szczegółów o rozbiciu na raty).
Co mogę w takiej sytuacji realnie zrobić, żeby wyegzekwować tę brakującą kwotę? Czy jest w ogóle sens kierować sprawę do sądu bez pisemnej umowy, opierając się jedynie na wiadomościach i ewentualnych świadkach?